niedziela, 27 czerwca 2010

Niedziela


I  znów dostałam piekny bukiet polnych " habazi " :).uwielbiam te bukiety za niezwykłą ,prawdziwą ,nieklonowaną urodę i za, także, wyjatkowo długą żywotność-gdyż wyżucać kwiatów nie lubię....bo wycieczka nad strumyk wczoraj była :).Dziasiaj także miało być bardzo fajnie,bo mieliśmy łazić po plaży całorodzinnie,ale Majka jakimś dziwnym przypadkiem sie rozchorowała i rozkatarzyła i niestety nic z plaży nie wyszło.Ja z córcią zostałyśmy w domu, a chłopaki pojechali nad jezioro.TRUDNO.Kamil wziął resztki firanki ,aby ryb nałowić( tata coś takiego wymyślił) i dwie łopaty(druga na zmianę ,gdyby sie ta pierwsza rozłamaniła).może przywiozą nam jakąś miłą niespodziankę.Moga być kwiatki  i zioła ,to zrobię jeszcze jeden prosty,do wazonu wkładany bukiet.A Majka śpi. I niech śpi do woli, to może się zdrowsza obudzi.Oczywiście dodaje zdjęcie  na którym tez widac mój ukochany stół,który wczorajszym ,póżnym wieczorem nasmarowałam olejami po półrocznym przymierzaniu się.Tak długo zwlekałam ,że będzie jeszcze dzisiaj do poprawki,bo miejscami  suchawy.Może po dzisiejszym smarowaniu wstąpią się te wszystkie szparki i pęknięcia-jak się porządnie napije.Jeśli nie to i tak będę go kochała miłością wieczną.A chłopaki tam sie dobrze bawią...za oknem słońce cieplutkie ...i taka dzisiaj niedziela.Ale nie narzekam ...za pare dni nadrobimy:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz